Moja droga od pierwszego rozwinięcia maty po własną szkołę

Są takie ścieżki w życiu, które nie zaczynają się od wielkiej decyzji. Nie ma jednego momentu „od dziś zmieniam wszystko”. Zamiast tego pojawia się cicha ciekawość, delikatne przyciąganie, coś, co trudno nazwać – ale co z czasem okazuje się jednym z najważniejszych wyborów.
Moja droga z jogą zaczęła się prawie 20 lat temu. I choć dziś jest ona integralną częścią mojego życia, wtedy była po prostu jedną z prób zadbania o siebie.
Pierwsze kroki na macie stawiałam na praktykach w stylu B.K.S. Iyengara. To była joga bardzo konkretna, techniczna, skupiona na detalach. Uczyła mnie uważności na ciało, którego wcześniej właściwie nie słuchałam. Każde ustawienie stopy, każdy kierunek kolana, każda linia kręgosłupa miała znaczenie. To był czas poznawania granic – nie tylko fizycznych, ale też mentalnych. W tej praktyce było coś wymagającego, ale jednocześnie stabilnego. Dawała poczucie struktury, bezpieczeństwa. Uczyła mnie cierpliwości i pokory. Pokazywała, że nie wszystko przychodzi od razu – i że to jest w porządku. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że to dopiero początek.
Joga jako wsparcie w kryzysie
Z biegiem lat przyszły momenty, które zmieniają człowieka, takie, które wywracają rzeczywistość do góry nogami. Kryzysowe wydarzenia, w których wszystko, co znane, przestaje być oczywiste.
Życie w kulturze sukcesu i pracy na 200%, bycia zawsze uśmiechniętym, pięknym i doskonałym w pewnym momencie przynosi głównie poczucie niespełnienia. Trudne wydarzenia w moim życiu przyniosły nieprzyjemne zderzenie z rzeczywistością. Pamiętam jak nie mogłam spać, jeść ani wziąć głębszego oddechu. Ciało i umysł weszły na parę tygodni w tryb awaryjny. To właśnie wtedy joga przestała być „praktyką fizyczną”. Stała się czymś znacznie głębszym – wsparciem, terapią i kołem ratunkowym. Już od lat praktykowałam jogę. Wchodziłam wtedy na matę z nadzieją, że przetrwam kolejny dzień… pomagało. W momentach zagubienia, niepewności i emocjonalnego przeciążenia to właśnie mata była miejscem, do którego wracałam. Nie po to, żeby „zrobić trening”, ale po to, żeby poczuć cokolwiek stabilnego – oddech, ciało, obecność. Joga nie rozwiązywała moich problemów, ale pomagała mi je unieść. Dawała przestrzeń, w której mogłam być dokładnie taka, jaka byłam – bez udawania, bez naprawiania siebie, za to z uważnością, obserwacją i okazją do rozwoju. Dziś wiem jak na przestrzeni lat praktyka jogi transformowała moje ciało, ale przede wszystkim umysł. Widzę jak uczyłam się akceptacji, spokoju i odpuszczenia… To wtedy zaczęłam rozumieć, że joga nie jest tylko o tym, co widać z zewnątrz. Jest o relacji ze sobą.
Lata praktyki – różnorodność i poszukiwanie
Moja droga nie była liniowa. Przez lata praktykowałam na zajęciach i samodzielnie w domu. Były momenty większej regularności i takie, kiedy joga schodziła na dalszy plan – tylko po to, żeby później wrócić ze zdwojoną siłą. Brałam udział w warsztatach, wyjazdach z jogą, poznawałam różnych nauczycieli i różne style, różne podejścia. Każde z nich wnosiło coś nowego. Z czasem zaczęłam dostrzegać, że joga nie ma jednej definicji. To, co dla jednej osoby jest najważniejsze, dla innej może być tylko dodatkiem. Jedni odnajdują się w statycznej praktyce, inni w płynności. Jedni szukają wyciszenia, inni energii. I to jest piękne. Bo joga daje przestrzeń.

Myśl, która dojrzewała
Gdzieś po drodze pojawiła się myśl: a co jeśli mogłabym się tym dzielić? Nie była to od razu konkretna decyzja. Raczej coś, co wracało co jakiś czas. Cicha intuicja, ciche marzenie. Z jednej strony była ekscytacja, z drugiej – wątpliwości. Czy jestem gotowa? Czy wiem wystarczająco dużo? Czy to „moja droga”? Te pytania towarzyszyły mi długo. I dziś wiem, że są częścią procesu. Bo zostanie nauczycielem jogi nie zaczyna się od kursu. Zaczyna się od relacji z własną praktyką.

Pandemia – zatrzymanie i przewartościowanie
I wtedy przyszedł moment, który zatrzymał świat. Pandemia – czas, który dla wielu z nas był trudny, niepewny, wymagający. Ale jednocześnie – dla wielu – był też momentem zatrzymania i spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. Dla mnie był to czas powrotu do siebie, jeszcze głębszego, jeszcze bardziej świadomego. To właśnie wtedy dojrzała we mnie decyzja, żeby pójść dalej, żeby przestać odkładać i zacząć działać.
Vinyasa – ruch, oddech i wolność
Po pandemii weszłam w proces certyfikacji jako nauczycielka jogi vinyasy. I to był przełom. Vinyasa była dla mnie czymś innym niż wszystko, co znałam wcześniej. Była ruchem, przepływem, połączeniem oddechu z dynamiką, ale jednocześnie – była głęboko medytacyjna. To w niej znalazłam przestrzeń na ekspresję, na kreatywność, na słuchanie siebie w ruchu. To był styl, który pozwalał mi łączyć wszystko, czego nauczyłam się wcześniej – precyzję, uważność, pracę z oddechem – z czymś bardziej intuicyjnym i płynnym. Po certyfikacji, po pierwszych zajęciach i zastępstwach, pojawiła się nieoczekiwana okazja stworzenia własnego miejsca. Decyzja o nim nie była wynikiem długich analiz – przyszła prosto z serca, szybko, ale bardzo wyraźnie. Dziś jestem twórczynią Goha Joga – przestrzeni, która powstała z potrzeby dzielenia się tym, co joga wnosi do życia. To miejsce spotkań, uważności i bycia razem – i z całego serca zapraszam Cię, żebyś kiedyś rozłożył/a tam swoją matę.

Droga nauczycielki
Zostanie nauczycielką nie oznacza końca drogi, wręcz przeciwnie. To jej nowy początek. Dziś, prowadząc zajęcia, widzę jak różne są osoby, które przychodzą na matę. Każda z nich ma swoją historię, swoje potrzeby, swoje tempo. I to uczy ogromnej pokory, bo joga nie jest o tym, żeby kogoś „nauczyć pozycji”. Jest o tworzeniu przestrzeni, w której ktoś może spotkać się ze sobą. Jest o towarzyszeniu w tym procesie.
Wciąż jestem uczennicą
Jedna z najważniejszych rzeczy, które odkryłam na tej drodze, to fakt, że… nigdy nie przestaję się uczyć. Uczę się od nauczycieli. Uczę się od swoich uczniów. Uczę się z własnej praktyki – tej spokojnej, dobrej i tej trudniejszej. Joga nie jest czymś, co można „opanować”. To proces. Proces, który trwa całe życie. Zmienia się razem z nami. Dostosowuje się do naszych etapów życia. Czasem jest bardziej fizyczna, czasem bardziej subtelna. Czasem to intensywna praktyka na macie. A czasem to po prostu świadomy oddech w trudnym momencie dnia

Joga jako ścieżka rozwoju
Jeśli miałabym dziś powiedzieć, czym dla mnie jest joga, powiedziałabym: to wymagająca ścieżka. Nie tylko fizyczna, nie tylko mentalna, przede wszystkim – duchowa. Nie w sensie religijnym, ale w sensie głębokiego kontaktu ze sobą, z tym, co prawdziwe, z tym, co niewygodne, z tym, co piękne. Joga uczy uważności. Uczy akceptacji. Uczy odpuszczania kontroli, ale też daje siłę. Taką cichą, spokojną siłę, która nie potrzebuje udowadniać niczego światu.
Zaproszenie
Jeśli jesteś na początku swojej drogi – albo dopiero o niej myślisz – chcę Ci powiedzieć jedno: nie musisz być „gotowy/a”. Nie musisz być „rozciągnięty/a”. Nie musisz wiedzieć, od czego zacząć. Wystarczy ciekawość. Joga nie wymaga perfekcji. Wymaga obecności. Może zacząć się od jednej praktyki w tygodniu. Od kilku minut oddechu dziennie. Od momentu zatrzymania. I z czasem… zaczyna zmieniać więcej, niż można się spodziewać. Nie zawsze spektakularnie, często bardzo subtelnie, ale głęboko. Dziś, patrząc wstecz na te prawie 20 lat, widzę, że joga była ze mną w najważniejszych momentach życia. Była wtedy, kiedy wszystko było dobrze. I wtedy, kiedy wszystko się rozpadało. I nadal jest. Nie jako cel, ale jako droga. Droga, którą idę – i którą z radością dzielę z innymi.

Dodaj komentarz